BM Jelenia Góra

Prawie miesiąc przerwy od startów zafundowałem sobie nieco z obowiązku a trochę z potrzeby. Po ostatnich wyścigach jakoś nie mogłem dojść do siebie. Jak to organizm potrafi szybko zapomnieć o pewnych bodźcach i się rozleniwić :) W tym czasie nie za dużo pomieszkałem w domu, byłem kilka dni na Giro d’Italia gdzie spędziliśmy super czas w doborowym towarzystwie. Odwiedziłem również stare lubiane tereny w górach Orlickich czyli Zieleniec, a to już w ramach zgrupowania Huzar Bike Academy.

Teraz po prawie miesięcznej przerwie wróciłem na leśne ścieżki i dukty podczas kolejnej edycji Bike Maraton tym razem u Mai czyli w Jeleniej Górze. Dla mnie jako nowego w „branży” to był prawdziwy rowerowy maraton MTB, oczywiście dystans giga, bo na mniej nie opłaca się jechać i przebierać  ;). Muszę przyznać, że jestem pełen podziwu dla osób które z taką fantazją i łatwością zjeżdżają te wszystkie zjazdy. Ja większość tych kamienistych dreptałem na piechotę :) To właśnie temat nad którym muszę pracować, zjazdy, bo po każdym byłem od 30 do 60 sek w tyle co wiąże się z wielkim wydatkiem energetycznym podczas nadrabiania tych strat.

Zastanawia mnie fenomen tych wyścigów, maratonów mtb. Są piekielnie ciężkie, przynajmniej dla mnie, ale oczywiście każdy sam może sobie dozować poziom zmęczenia co jest wyjątkowe we wszystkich rowerowych rywalizacjach. Wyścig gdy w grupie większej jak 20 osób jedzie się przez pierwsze może 5 km a później … się zaczyna: kogoś dochodzisz, ktoś dochodzi ciebie, kogoś urwiesz na podjeździe a on przegoni Cię na zjeździe. Przyblokujesz kogoś na singlu by za chwilę ktoś przyblokował Ciebie. Do tego super atmosfera, rozmowy nawet w czasie jazdy przez zaciśnięte zęby i masy ludzi. Gdy giga dogania mega na finałowych km, wtedy jest najfajniej, prawa, lewa, dwa różne światy, dwie różne prędkości ale każdy ma swój cel przed oczami. Dla jednych to dotrzeć do mety, dla innych dotrzeć w jak najlepszym czasie.

Jelenia nie była dla mnie szczęśliwa. Choć nigdzie nie leżałem, to złapałem gumę na jednym ze zjazdów, gdy już miałem 2 m-ce w kieszeni i maratonowego wygę Andrzeja Kaisera u boku, rozciąłem oponę. Zanim podjąłem decyzję co robić, dętka, nabój, zmieniać, nabijać i liczyć, że się zaklei, walka z nabojem (to był mój pierwszy raz) upłynęło dramatycznie dużo bo około 15 min czasu. To kolejny etap który muszę opanować. Po pierwsze nabój i zapas w torebce pod siedzeniem, nie żadna taśma czy pasek, bo rozkleić to w rękawicach i obsłużyć sprawnie i szybko, przynajmniej dla mnie graniczy z cudem. Ale pierwszy defekt na MTB już za mną, na kolejny raz będę lepiej przygotowany. Ale … nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po zmianie dętki i dojechaniu do końca zjazdu dopadła mnie koleżanka gospodyni czyli Jola Neff, bląd loki, koszula MŚ i coś co pokazało mi dlaczego to właśnie Ona ma tą koszulę. Zagięcie, zagięcie na podjazdach i całkowity profesjonalizm i chyba brak strachu na zjazdach. Ja nie wiem jak Ona to robi, ale słuchajcie, kobieta mnie tego dnia lała jak młodzika jakiegoś. W sumie jechałem swoje, mocne równe tempo, uciekałem jej na każdym podjeździe a Ona przeganiała mnie na każdym zjeździe !! i tak z 5 razy :) Niesamowicie silna dziewczyna która utwierdziła mnie w przekonaniu że zjazdy nie muszą być aż tak straszne. Tyle, że Ona zjeżdża pewnie odkąd pamięta, ja od kilku miesięcy próbuję. Ale będę próbował dalej.

Zapisany jestem na prawdziwy jak mi się zdaje wyścig MTB czyli Bike Adventure. Ciekawy jestem tego startu. 4 dni w górach, to będzie super przygoda i nowe doświadczenie. Jadę dystans Pro bo fizycznie powinienem dać radę, czy dam radę technicznie i jak sprawdzi się mój Kross Level B11 zobaczymy już za 30 dni.

Tymczasem na horyzoncie kolejne dwa wyścigi z cyklu Via Dolny Śląsk, czyli Dolina Baryczy oraz Kocie góry. Sprzęt dopracowuję. Nowy model szosowego Krossa Vento 9.0 powinien się świetnie sprawdzić podczas sobotniej rywalizacji gdzie mamy kilometrowy odcinek szutrowy pokonywany na każdej rundzie. Na niedzielę gotowy stoi już Vento 8.0 czyli klasyka, sztywność i odpowiednia do tego typu wyścigu waga. Szosa i MTB fajnie czasem połączyć te dwa światy.